Poland

NATO – sojusz obrony demokracji? Raport niewygodny dla PiS

Raport NATO niewiele mówi o czołgach, rakietach czy satelitach, wskazuje za to, czego trzeba bronić: demokracji, wolności i rządów prawa. To manifest co najmniej niewygodny dla Polski pod rządami PiS.

Znacząca jest już nawet okładka. Raport powołanej w marcu dziesięcioosobowej grupy ekspertów, polityków i intelektualistów na temat wyzwań i wizji sojuszu do 2030 r. opakowany jest w preambułę i kilka wstępnych artykułów traktatu waszyngtońskiego z 1949 r. Na co dzień powszechną uwagę przyciąga art. 5 mówiący o kolektywnej obronie. Czasem art. 3, zobowiązujący kraje sygnatariuszy do utrzymywania i rozwoju własnych i wspólnych zdolności obronnych. Rzadko cytuje się preambułę, mimo że we wszelkich ważnych aktach to ona mówi, po co ustanawia się dane prawo, uchwala konstytucję itd.

W dyskusjach o NATO zwykle dużo jest o tym, jak i przed kim ma nas bronić, ale zaskakująco mało o tym, czego ma bronić i po co. Twórcy raportu o przyszłości sojuszu zdecydowali się więc przypomnieć, że jego członkowie przez uczestnictwo w nim wyrażają przywiązanie do celów i zasad Karty Narodów Zjednoczonych (kto dziś ją pamięta?) oraz „pragnienie życia w pokoju ze wszystkimi narodami i wszystkimi rządami”. Że są zdecydowani „ochraniać wolność, wspólne dziedzictwo i cywilizację swych narodów, oparte na zasadach demokracji, wolności jednostki i rządów prawa”. I „dążą do umacniania stabilizacji i dobrobytu na obszarze północnoatlantyckim”.

Czytaj też: Bombowce przeleciały nad krajami NATO

NATO i jego zapomniane fundamenty

Przypominają też nieco zapomniane dwa pierwsze artykuły traktatu, rozszerzające formułę z preambuły i podkreślające, że nadrzędną zasadą współżycia międzynarodowego, przyjętą w chwili otrzeźwienia po szoku dwóch światowych wojen, jest pokojowe rozwiązywanie konfliktów, oparte na sprawiedliwości, bez użycia siły. A także że dla utrzymania pokoju niezbędne jest umacnianie wolnych instytucji, rozumienie zasad ich funkcjonowania. Że trzeba usuwania konfliktów w polityce gospodarczej, czemu sprzyja z kolei współpraca zaprzyjaźnionych krajów ze wspólnego bloku obronnego.

W dobie wojen handlowych, zrywania traktatów gospodarczych, politycznych czy militarnych, narzucania polityki pierwszeństwa jednego kraju innym, coraz powszechniejszego naruszania demokracji, łamania rządów prawa, ograniczania swobód i praw jednostki przypomnienie wartości, celów i powodów istnienia NATO jest tym bardziej zaskakujące i ożywcze, że cytaty te mają już ponad 70 lat. Wywodzący się z różnych środowisk, mający odmienne poglądy, różni wiekiem doradcy sekretarza generalnego zgodzili się, że właśnie teraz NATO musi wrócić do swojego credo, by pozostać kotwicą zachodniego bezpieczeństwa na kolejną niepewną dekadę.

Popularny hasztag, używany tysiące razy w mediach społecznościowych, głosi #strongertogether – silniejsi razem. Grupa mędrców interpretuje go tak: „Jedność NATO wywodzi się z niezachwianego zaangażowania członków sojuszu na rzecz wspólnych wartości określonych w Traktacie Północnoatlantyckim: demokracji, wolności jednostki i praworządności. (...) Podzielana przez wszystkich demokratyczna tożsamość jest tym, co odróżnia sojusz od głównych zagrożeń i wyzwań, przed którymi stoi” – dla kogoś przyzwyczajonego do języka debaty politycznej w Polsce czy USA za czasów Trumpa musi to brzmieć jak fragment kolejnego manifestu opozycji czy artykułu z „liberalno-lewicowych” mediów. Tymczasem to język transatlantyckiego Zachodu, który w zbiorowej mądrości uznał, że nadszedł czas przypomnieć, skąd się wywodzi i po co się zjednoczył. Ta jedność da NATO siłę, o ile będzie zbudowana na fundamencie demokracji.

Czytaj też: Jak Polska przystępowała do NATO

Warto rozmawiać – więcej i częściej

Jedność nie oznacza końca konfliktów i różnic zdań: o zaangażowanie, ocenę długofalowych wyzwań i zagrożeń, politykę wewnętrzną i relacje z krajami trzecimi. Raport bez ogródek przywołuje np. obawy Europejczyków o to, że Amerykanie odwrócą się od Starego Kontynentu, koncentrując się na Azji, czy też krytykę Ameryki, iż Europa „jedzie na gapę” w obronności, zmniejsza swoje zaangażowanie, a nawet szuka dzielącej sojusz autonomii.

Raport wylicza szereg propozycji, jak unikać nieporozumień, uzgadniać stanowiska, wyjaśniać intencje decyzji. Wiele z nich da się sprowadzić do hasła „warto rozmawiać” – więcej, częściej, na różne tematy, w różnym gronie i przy różnych okazjach, też bez sztywnego gorsetu oficjalnych narad. Ale autorzy sugerują jednocześnie, by kraje odnowiły sojusznicze zobowiązania nie tylko do dalszego wzmacniania zdolności obronnych, lecz przede wszystkim do podtrzymania wspólnych wartości, co ma być podstawą zobowiązania do obrony na bazie art. 5. Poszanowanie tych wartości znalazło się wśród rekomendacji na pierwszym miejscu – nawet przed kwestiami wojskowymi.

„Stan zdrowia” NATO i 2 proc. PKB

Aby owe deklaracje nie rozpłynęły się w magmie ustnych zapewnień, autorzy raportu wymyślili nową formułę odnowienia zobowiązań: kodeks dobrych praktyk dla poszanowania ducha i litery traktatu waszyngtońskiego. Kraje miałyby go przyjąć, by potwierdzić, że NATO opiera się na zasadach demokracji. Dodatkowo miałyby stworzyć instytucję (centrum eksperckie, jakich już wiele istnieje) wspierającą ochronę demokratycznych procesów, w tym wyborów, przed wrogą ingerencją.

Siedmiopunktowa propozycja zawiera też potwierdzenie wsparcia dla stabilnego porządku światowego, pokojowego rozwiązywania sporów wewnętrznych i zewnętrznych, konsultacji, informowania się nawzajem o istotnych relacjach z krajami trzecimi. „Stan zdrowia” i postępy sojuszu w tym zakresie mają być regularnie oceniane przez upoważnionych ministrów spraw zagranicznych. Jeśli taki proces wejdzie w życie i przerodzi się w „szczerą i otwartą dyskusję”, jak dyplomaci opisują publiczne pranie wszelkich brudów, będzie mechanizmem niemającym w NATO precedensu. Nie chodzi więc w ścisłym sensie o jakiś nowy mechanizm kontroli praworządności, ale przynajmniej przegląd jej stanu w ramach szerszego sojuszniczego kwestionariusza.

Nie ma też mowy o jakimkolwiek ograniczaniu prawa do korzystania z dobrodziejstw wspólnej obrony dla tych, którzy demokratycznych, wolnościowych czy praworządnościowych norm nie spełnią czy je naruszą. Z drugiej strony nie ma wątpliwości, że demokratyczne wartości zostały z taką mocą przywołane po to, by je respektować. Że 2 proc. PKB na obronę jest święte i potrzebne, ale nie wystarczy.

Raport NATO, czyli do kogo ta mowa

Wezwanie do ponownego uznania demokracji za fundament NATO jest ogólne, skierowane do wszystkich. Żaden kraj nie został wspomniany jako adresat konkretnych zarzutów czy wątpliwości. Można się domyślać, o kogo chodzi, gdy mowa o jednostronnym blokowaniu wspólnych decyzji wskutek bilateralnych sporów (Turcja uniemożliwiała aktualizację planów obronnych sojuszu) albo wnoszeniu na forum kwestii zupełnie niezwiązanych z działaniem sojuszu (Węgry sprzeciwiały się sesjom Komisji NATO–Ukraina z powodu zarzutów o ograniczanie praw węgierskiej mniejszości).

Wbrew przeciekom raport nie zawiera jednak sugestii ograniczenia zasady jednomyślności, gdy brak zgody wszystkich krajów blokuje jakieś ważne decyzje. Pada jedynie zalecenie, by weto było absolutnym wyjątkiem, zgłaszanym na wysokim, ministerialnym szczeblu zamiast przez stałego przedstawiciela w Radzie Północnoatlantyckiej. Wymowa prodemokratycznego apelu jest więc taka, by każdy zrobił rachunek sumienia i na nowo zobowiązał się respektować fundamentalne wartości. Odnosi się to w niemałym stopniu do Stanów Zjednoczonych czy głównych potęg europejskich, choć rzecz jasna można się domyślać, że w toku zamkniętych dyskusji słowo „Turcja” padało częściej niż np. Dania.

Nie należy mieć wątpliwości, że sytuacja w Polsce i na Węgrzech została zauważona przez sojuszników tak samo jak to, co działo się na ulicach miast w USA czy Francji. Być może polska przedstawicielka w grupie refleksyjnej (a nie każdy kraj miał głos) Anna Fotyga podzieli się kiedyś wspomnieniami, ile i w jakim kontekście mówiono o Polsce. Można podejrzewać, że o wypełnianiu stricte obronnych powinności mówiło się sporo i dobrze, silnie musiał też brzmieć głos Warszawy na rzecz jedności, stanowczego sprzeciwu wobec łamania prawa międzynarodowego przez Rosję, współpracy z Unią Europejską przy zachowaniu zasady komplementarności, a nie konkurencji o zasoby. W tych obszarach Polska ma się czym wykazać i może być liderem dyskusji o przyszłości sojuszu.

Były dowódca wojsk USA w Europie: Rosja jest groźna

NATO czy NATO-bis?

Nad siłą tego głosu zaciąży jednak właśnie kwestia demokracji, wolności i praworządności. Redefinicja NATO w oparciu o te wartości może stać się dla Warszawy problemem, o ile wśród krajów członkowskich pogłębi się wrażenie, że Polska stacza się w tej kwestii. Polskie władze powinny tym bardziej na to uważać, że inicjatywa grupy refleksyjnej NATO – na razie stanowiąca tylko materiał do przemyśleń – jest już trzecią o podobnym charakterze, mającą bezpośredni wpływ na naszą politykę zagraniczną, bezpieczeństwa i sojuszy wojskowych.

Najbardziej znana i najtwardsza jest oczywiście ta unijna (trwa gorący spór o powiązanie budżetowego wsparcia z mechanizmem kontroli stanu praworządności). Druga jest na horyzoncie – w postaci zapowiedzianego przez prezydenta elekta Joego Bidena szczytu państw demokratycznych i powrotu Ameryki do tradycyjnych wartości, pielęgnowanych przez dekady również w relacjach z Polską.

Brak zaproszenia na takie spotkanie byłby niewyobrażalną porażką, ale nawet mniej drastyczna – a przecież spodziewana – krytyka działań Polski ze strony nowej administracji USA nie poprawi naszego standingu w oczach najważniejszego sojusznika i całej reszty. Wreszcie, jeśli NATO twardo postawi kwestię wartości fundamentalnych i wprowadzi mechanizm oceny ich przestrzegania, nawet bez sankcji, może to jeszcze bardziej obniżyć zaufanie do polskich władz. Jeśli wszystkie trzy regionalne i globalne podmioty, z którymi związaliśmy swoje być albo nie być w świecie wolności, bezpieczeństwa i dobrobytu – Unia, Stany i NATO – zaczną nam wytykać błędy, będzie naprawdę niedobrze i nie będzie się już dokąd zwrócić. Bo na obecnym etapie nie wyobrażamy sobie przecież NATO-bis.

Czytaj też: Amerykanie inwestują w bomby i nowe pociski

Football news:

Roma have offered Inter the exchange of Dzeko for Alexis
Neymar is the best player in the world. He is more often with the ball than Ronaldo and Messi. The former forward of the national team of Brazil Cayo about striker PSG
Juventus have signed midfielder Marcel Ake. Contract - until 2025
Thomas Tuchel: When you go to Chelsea, you sign up for trophies. I am not afraid of this
Tuchel on Chelsea: With all due respect to Lampard, I couldn't help but jump at the chance
Arteta on the comparison of the Youngster and Messi: It is a losing battle, but Martin has the qualities Arsenal need
Johnson on Tuchel: The coach at Chelsea is the hottest place in world football. He could be sacked in six months