This article was added by the user . TheWorldNews is not responsible for the content of the platform.

Auta elektryczne w ogniu krytyki, Tesla w ogonie rankingu. „Jakość wykonania na poziomie Poloneza”

Amerykańska organizacja non-profit Consumer Reports opublikowała raport dotyczący niezawodności i solidności samochodów opierając się na głosach zebranych od użytkowników. Na szczycie zestawienia najbardziej niezawodnych marek w USA znalazły się kolejno Lexus, Mazda i Toyota.

Czytaj także: W USA rusza dochodzenie dotyczące systemu autopilota Tesli

 

Elektryki na cenzurowanym

W raporcie Consumer Reports słabo wypadły samochody o napędzie elektrycznym. Najwyżej oceniony został Mustang Mach E, choć nie znalazł się w czołówce rankingu niezawodności. Z kolei auta Tesli, która jest obecnie najcenniejszą marką motoryzacyjną na świecie trafiły w zestawieniu na przedostatnie miejsce, wyprzedzając jedynie Lincolna.

- Elektryczne auta jako kategoria pojazdów to absolutne dno pod względem niezawodności - stwierdził kategorycznie dyrektor Consumer Reports ds. testowania pojazdów Jake Fisher podczas prezentacji dla Detroit Automotive Press Association. - Full Self Driving nie jest w ogóle pełnym self-drivingiem. To jedynie funkcja zapewniająca większą wygodę. Producenci używają EV jako technologicznego poligonu doświadczalnego.

Najwięcej krytycznych uwag w raporcie skupiło się na pojazdach Tesli. Użytkownicy zaznaczali m.in., że w Modelu Y niewłaściwie spasowane są drzwi i tylna klapa, występują też skazy lakieru i pojawiają się problemy z elektroniką. Z kolei w Modelach X i S zwracano uwagę na kłopoty z klimatyzacją oraz spasowaniem obszarów nośnych karoserii. Stosunkowo najlepiej wypadł w oczach użytkowników Model 3, którego jakość określono na poziomie „średnim”.

 

Elektryki to marketing

Komentując dla nas wyniki raportu Maciej „Pertyn” Pertyński, dziennikarz motoryzacyjny, polski juror World Car Awards i youtuber nie pozostawia suchej nitki na jakości wykonania najbardziej znanych modeli samochodów z napędem elektrycznym.

- Najważniejsze są zdania Jake’a Fishera mówiące o grzechach aut elektrycznych i o tym, że ten segment jest polem doświadczalnym dla producentów – ocenia Maciej Pertyński. - To jeśli chodzi o szeroko rozumiany problem z autami elektrycznymi, szczególnie tymi najwyżej notowanymi albo najbardziej prestiżowymi i reklamowanymi. Bo problemy Tesli są znane od dawna, to jest tzw. American Premium, czyli ma ślicznie wyglądać, na bogato, a że w dotyku materiały są już takie sobie, a solidność spasowania jest na poziomie niemal Poloneza czy Dużego Fiata, to już wtórne.

Według eksperta w autach elektrycznych nie ma żadnych znacząco nowych technologii, silniki elektryczne działają na takich samych zasadach od ponad wieku, a unowocześnienia dotyczą np. sposobu uzwajania czy typu magnesów albo metody wzbudzania.

- Natomiast baterie są właściwie identyczne jak w wearables, tylko jest ich więcej i dużo ciężej pracują, więc potrzeba o wiele więcej i bardziej wydajnej elektroniki, by zarządzać ich ładowaniem, rozładowywaniem i warunkami termicznymi, w jakich pracują  - wyjaśnia Pertyński. - Mnóstwo elektroniki wymaga także generalne zarządzanie energią (użytkowanie on/off czy zakres działania odbiorników prądu, jak przede wszystkim ogrzewanie i klimatyzacja). No ale podstawowym powodem awarii pozostaje – zgodnie ze stwierdzeniem pana Fishera – fakt napchania w tych autach góry różnych rozwiązań technicznych i elektronicznych, które mają przekonać nabywców, że mają do czynienia niemalże ze stacją kosmiczną, podczas gdy w rzeczywistości ogromna większość tych systemów to głupoty i bajery w typie animacji, wyboru kolorów podświetlenia itp. Ale trzeba przyznać, że robią robotę marketingową... .

A rzeczywistość, zdaniem naszego rozmówcy, skrzeczy: wydajność akumulatorów jest żałosna, nie da się tak naprawdę przewidzieć, kiedy zostaniemy z ręką w nocniku (czyli na jak długo wystarczy nam energii), więc bardzo często trafiają się awarie jak ostatnio i w Polsce, kiedy Tesla rozładowała się do końca i zablokowała skrzyżowanie.

- Nie da się takiego auta zepchnąć czy zholować, jeśli kierowca wymusi na systemie rzeczywiste opróżnienie baterii, bo wówczas nie ma zasilania nawet dla systemu awaryjnego, odblokowującego tryb holowania (rozłączającego napęd, który blokuje koła) – tłumaczy Pertyński. - Idiotyczne są także awarie akumulatorów systemowych (nie pędnych), czyli 12-woltowych, takich jak w każdym innym aucie, które np. rozładowują się przez niewłaściwe oprogramowanie którejś z pokładowych funkcji i potem nie ma dostępu do auta – blokada zamków też potrzebuje zasilania, więc nawet jeśli baterie trakcyjne mają energię, auto jest unieruchomione.

Pertyński dodaje, że wpływ na ocenę niezawodności mają także - co oczywiste - typowe problemy związane z ładowaniem baterii, a więc np. niedostępność ładowarki, jej awaria, problemy z łącznością między ładowarką a ładowanym autem (tym steruje komputer, który musi się „dogadać” z ładowarką, a to zdecydowanie zbyt często nie chce działać), wreszcie coś, na co mało kto zwraca uwagę, a mianowicie niezgodność między zapewnieniami i reklamami producenta, a rzeczywistością.

- Chodzi nie tylko o realny zasięg, ale także o szybkość i wydajność ładowania - podkreśla dziennikarz. - Na pewno każdy słyszał, że „baterię od 20 do 80 proc. naładujemy w 15 minut, więc wizyta w toalecie i wypicie kawy to całe oczekiwanie, jakiego od kierowcy wymaga ten czy tamten samochód”. A brak tu gwiazdki i małego druku, że owszem, ale pod warunkiem, że mamy do dyspozycji ładowarkę o maksymalnej mocy, jaką przyjąć może nasze auto. Czyli np. 150 kW w tej chwili w większości najnowszych aut, a w przypadku np. Porsche Taycana – 350 kW. Po pierwsze, takich ładowarek jest niewiele, a po drugie, kiedy już taką znajdziemy, prawdopodobieństwo, że rzeczywiście będzie ładowała nasze auto takim prądem, jest niewielkie, bo jeśli ładowarka ma dwa stanowiska albo ładowarek jest w danej lokalizacji np. 6, i zajęta będzie choć jedna, kiedy się podłączamy, to nominalna moc będzie dzielona pomiędzy ogólną liczbę ładowanych aut. Więc te 15 minut ładowania... .

Kończąc ekspert zaznacza, że ludzie nabywający elektryki rzadko kiedy zdają sobie sprawę z tego, że z wymienionych przyczyn nie są to auta zdatne do wyjazdu w trasę – a jeśli już, to wymaga ona starannego planowania i pozostawienia ogromnych rezerw na niespodzianki. I że tak naprawdę tylko posiadanie własnej ładowarki niską mocą (czyli ładującej auto bardzo powoli, czasem trwa to nawet i ponad 40 godzin) daje gwarancję mobilności.

Błędy młodości?

Nieco bardziej umiarkowani w swoich ocenach są dwaj inni eksperci segmentu motoryzacyjnego. Jeden z nich to Adam Kornacki, dziennikarz TVN Turbo, prowadzący m.in. program „Zakup kontrolowany".

- Samochody amerykańskiego producenta Tesla mają w sobie wszelkie możliwe błędy wielkoseryjnej produkcji – ocenia Adam Kornacki. - Nie są tak dopieszczone, jak ich europejskie, japońskie czy koreańskie odpowiedniki. Już na etapie projektowania i produkcji nie są poddawane aż tak wnikliwym testom, jak inne produkty o zasięgu globalnym. To powoduje, że są po prostu tańsze, a to nie zawsze oznacza lepsze!

Dziennikarz przyznaje, że te auta dają niesamowite osiągi, są oryginalne, ale po czasie potrafią być również dość dokuczliwe w eksploatacji.

- Pamiętajmy, że Tesla w ogóle nie zaleca okresowych przeglądów, auto samo powiadamia kierowcę o ewentualnej usterce przez system multimedialny i kieruje go do najbliższego serwisu – podkreśla Kornacki. - Ale system multimedialny nie zauważy cieknącego dachu, czy świszczących uszczelek. A kierowca owszem!Samochód spalinowy przyspieszający od zera do setki poniżej trzech sekund kosztuje miliony. Testlę model 3 o takich osiągach można mieć za 230 tysięcy złotych. Jest to cena dość atrakcyjna, ale niestety po zakupie trzeba się liczyć z drobnymi, acz utrudniającymi życie niedogodnościami.

Marek Wieruszewski, dziennikarz i youtuber prowadzący własny kanał motoryzacyjny zaznacza, że producenci elektryków, tacy jak Tesla często funkcjonują w modelu znanym ze startupów.

- Consumer Reports to niezależna amerykańska organizacja non-profit zajmująca się testowaniem produktów - przypomina Marek Wieruszewski. - Doceniam wkład CR w działania na rzecz konsumentów i każdy raport tej organizacji wnosi cenne wskazówki dla klientów. Raport niezawodności samochodów powstaje w oparciu o dane od użytkowników. Zatem nie jest to kwestia „racji”, a danych.

Zdaniem eksperta Tesla ma tę przewagę nad „starymi” graczami, że może grać na własnych zasadach. Nazwanie adaptacyjnego tempomatu i systemu wspomagającego utrzymanie na pasie ruchu „autopilotem” było świetnym zagraniem z marketingowego punktu widzenia, bo tego typu rozwiązania nieśmiało wprowadzano dopiero do najdroższych wersji samochodów, za kierownicą których Kowalski (czy Brown) nigdy nie zasiądą.

- Nawet dziś, kiedy systemy wspomagające kierowcę znane jako Drive Pilot, Pilot Assist, Travel Assist itp. trafiają do modeli średniopółkowych i są w zasięgu finansowym klasy średniej, wielu klientów narzeka na „przeszkadzacze”. Ale Tesla, to co innego. Tesla ma Autopilota. Otóż nie ma – podkreśla Wieruszewski. - Po tym przydługim wstępie mogę przejść do kwestii jakości. Tesla może sobie pozwolić na rozwój a’la startup, czyli wypuścić na rynek produkt w fazie rozwoju, udoskonalać go testując na żywym organizmie i gasić pożary w biegu. Tesla ma w ofercie cztery modele i zapowiedziała dwa kolejne. Ma za sobą rzesze fanów, którzy nie mogą się doczekać, żeby kupić kolejny samochód tej marki. „Starzy” gracze mają w ofercie po kilkadziesiąt modeli i nie mogą sobie pozwolić na złą prasę w przypadku nawet jednego modelu, bo to rzutuje na całą gamę modelową.

Nasz rozmówca przyznaje, że wpadki zdarzają się każdemu, niezależnie od rodzaju napędu. „Starzy” gracze mają większe doświadczenie w radzeniu sobie z problemami. Dziś największym problemem jest oprogramowanie i szczęście w nieszczęściu, wiele da się poprawić poprzez zdalne aktualizacje.

Błąd w ocenie elektryków

Łukasz Bigo, redaktor naczelny serwisu Elektrowoz.pl poświęconego autom elektrycznym w rozmowie z Wirtualnemedia.pl okazuje się największym sojusznikiem producentów elektryków i oferowanych przez nich modeli.

- Generalnie z badaniem Consumer Reports są dwa problemy, jeden mniejszy, drugi większy - przyznaje Łukasz Bigo. - Mniejszy polega na tym, że organizacja bada produkty dostępne na amerykańskim rynku, tymczasem do Polski (i, ogólniej, Europy) płyną obecnie niemal wyłącznie samochody z Chin. A te ostatnie, wbrew obiegowej opinii o produktach „Made in China", wykonane są dobrze, na poziomie europejskich marek premium. Jeśli są w nich jakieś niedoróbki, to raczej ze względu na decyzję, że coś jest już wystarczająco dobre i nie ma sensu się tym na razie zajmować. Wystarczy choćby porównać dźwięk miękko dociąganej elektrycznej klapy bagażnika VW ID.4 czy Kii EV6 z dobiciem w Tesli Model 3, żeby wiedzieć, o czym mowa.

Dla naczelnego Elektrowoz.pl większy problem Consumer Reports jest taki, że marki, które wypadają fatalnie w rankingu solidności (Tesla, Lincoln), regularnie są na podium, gdy chodzi o poziom satysfakcji właścicieli. Coś tu chyba nie gra, prawda?

- Jeśli kilka tysięcy osób mówi „Jest super, nie licząc może drobnostek", to robienie rankingu podług „drobnostek" i pomijanie tego „super" (czy wręcz: „SUPER!") brzmi jak błąd w procedurze  ocenia Bigo. - Gdyby portal sportowy zaczął kategoryzować sprinterów na igrzyskach podług najładniejszego koloru koszulki, czytelnicy zaczęliby się pukać w głowę. Oczywiście: Tesle miewały i pewnie mają swoje problemy. Spasowanie, skazy na lakierze, parujące lampy z tyłu czy kamery, jakieś tam problemy z klimatyzacją - to się trafiało i pewnie nadal się zdarza. Myślę, że godzi się na to sam Elon Musk. Bo wie, że po pierwsze serwis poradzi sobie z naprawą, a po drugie jego samochody przychodzą w pakiecie z licznymi funkcjami, za które w markach premium dopłaca się dziesiątki tysięcy złotych. Mówię o systemach audio premium, matrycowych reflektorach, szklanych dachach, pompach ciepła, regularnie aktualizowanym oprogramowaniu. No i ta frajda z jazdy, ta dynamika! Proszę sobie tylko wyobrazić, że Volkswagen mówi dziś „Dobra, Passat dostanie przyspieszenie lepsze niż Audi R8, przy jeździe w mieście cisza będzie jak w Bentleyu, dorzucimy się wam do paliwa, żebyście mogli jeździć 3 razy taniej, a cena samochodu będzie taka, jak za wersję 3.0 TDI". Brzmi kosmicznie, niewiarygodnie wręcz, prawda? Tymczasem właśnie opisaliśmy Teslę Model 3 Performance - podsumowuje naczelny Elektrowoz.pl.

Czytaj także: We wrześniu Polacy kupili o 11 proc. mniej nowych aut klasy premium. Liderem BMW