W środę w Berlinie przedstawiona została umowa koalicyjna nowego rządu. Socjaldemokraci (SPD), Zieloni i liberałowie z FDP w liczącym 170 stron dokumencie zawarli m.in. zapis dotyczący przekształcenia UE „w federalne państwo europejskie”. - Suwerenna Europa jest kluczem do naszej polityki zagranicznej - mówił w środę Olaf Scholz, który prawdopodobnie jeszcze w grudniu zostanie kanclerzem. - Jako silny gospodarczo i najbardziej zaludniony kraj w sercu Starego Kontynentu, naszą misją jest umożliwianie, wspieranie i rozwijanie suwerennej Europy - dodał.

- My podchodzimy do tego z pewnym dystansem, oczywiście mówiąc delikatnie. To, co wynika z tej umowy koalicyjnej (...) nakazuje się niepokoić bardzo poważnie o przyszłość Unii Europejskiej w kształcie, w jakim Polska (do niej) przystępowała - komentowała w piątek w Radiu Łódź Joanna Lichocka.

Posłanka PiS podkreśliła „odejście zupełne od myślenia o Unii Europejskiej jako zrzeszeniu suwerennych państw, które łączą pewne wartości, umowy wolnościowe jeśli chodzi o gospodarkę, przepływ kapitału, przepływ pracy”. - I jest to raczej zapowiedź budowania jakiegoś państwa federacyjnego, opartego na takiej zasadzie państw związkowych, jak do tej pory są budowane Niemcy, z zupełnym pominięciem kwestii suwerenności czy jakiejś autonomii, podmiotowości tych państw. Tak to przynajmniej wygląda na pierwszy rzut oka. To musi budzić bardzo poważne zaniepokojenie. To jest projekt Unii Europejskiej, w której nie ma mowy o Europie ojczyzn. Jest mowa o jakichś państwach związkowych. I to powinien być sygnał alarmowy dla wszystkich Europejczyków, którzy myślą o Europie w sposób taki, jak np. myślał Konrad Adenauer czy pozostali twórcy Unii Europejskiej - kontynuowała Lichocka.

Czytaj więcej

- Tu pobrzmiewa taki sposób patrzenia na Polskę, który ja widzę bardzo często u niemieckich polityków, gdy oni się lekko zapominają w dyskusji. To znaczy jest to protekcjonizm, jest to takie poczucie wyższości wobec Polski, którą trzeba uporządkować, którą trzeba jakoś podnosić do poziomu państwa europejskiego. Ja mam wrażenie że tutaj pokazują się takie cechy Niemców, o których chcielibyśmy zapomnieć - mówiła posłanka Prawa i Sprawiedliwości.

Jej zdaniem „bardzo poważny niepokój” budzi „chęć zaprowadzania właśnie jakiegoś niemieckiego porządku w tym jak Polska ma wyglądać, jak Polska ma się rządzić”. - To się oczywiście odbywa pod tymi hasłami rzekomej praworządności, przestrzegania wartości europejskich - to nie ma oczywiście nic wspólnego ani z praworządnością, ani z wartościami europejskimi - natomiast jest duża chęć rzeczywiście uporządkowania sobie sytuacji nad Wisłą według własnej modły. I w zasadzie Niemcy to pokazują czarno na białym, tzn. ta umowa koalicyjna jest czymś w rodzaju rzeczywiście wyłożenia kart na stół - i w sprawie przyszłości Unii Europejskiej, ale także w kwestii stosunku nowego rządu Niemiec do Polski - stwierdziła.

- Jestem, zawsze byłam euroentuzjastą. Ja pamiętam ten dzień, kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej. Poszłam na plac Piłsudskiego, cieszyłam się w Warszawie, cieszyłem się tak, jak wielu, wielu warszawiaków tego dnia. Wydawało nam się wszystkim, że oto jednoczy się Europa i to jest jej czas, będzie to czas radosny i czas wspaniałego rozwoju. A tu się okazuje, że ten projekt zaczyna być wytrącany zupełnie z tej pierwotnej idei na rzecz właśnie tworzenia jakiegoś superpaństwa pod niemieckim przywództwem. I na to Polacy nigdy się nie godzili, nigdy tego nie chcieli - powiedziała Joanna Lichocka.