This article was added by the user Anna. TheWorldNews is not responsible for the content of the platform.

„Opanować anarchię”. Pacyfikacja Sądu Najwyższego i niepokornych sędziów

Wicepremier Kaczyński ogłosił – półgębkiem i od niechcenia, w ogólnym wywiadzie dla radia RMF FM – zasadniczą reformę sądownictwa. Jest ona podobno już „zatwierdzona od miesięcy” przez Komitet ds. Bezpieczeństwa, na którego czele stoi Jarosław Kaczyński, i ma być częścią Polskiego Ładu.

Reforma ma polegać na marginalizacji Sądu Najwyższego i likwidacji sądownictwa pierwszego stopnia. Sędziowie sądów rejonowych maja być „awansowani” na okręgowych, z odpowiednim podniesieniem uposażenia. Premier Kaczyński podkreśla, że buntu sędziów się nie spodziewa, bo skoro dostaną podwyżkę i awans, to przeciwko czemu mieliby się buntować?

Likwidacja sądów rejonowych

Sądy rejonowe zostałyby przemianowane na filie sądów okręgowych. Jakie korzyści miałby mieć z tego klient sądów? Zdaniem wicepremiera takie, że klient będzie sobie mógł wybrać sąd w okręgu, w którym będzie sądzona jego sprawa. Gdyby tak było, oznaczałoby to, że rząd planuje znieść jedną z gwarancji sprawiedliwego sądu, jaką jest właściwość miejscowa. Poza tym, co to miałoby oznaczać, że człowiek wybierze sobie sąd? Jeśli jest to sprawa karna, to wybierze raczej prokuratura. I to taki, który da jej większą szansę wygranej. Jeśli sprawa jest cywilna, to powód wybierze sobie sąd, w którym łatwiej wygra z pozwanym, bo np. liczy na konkretnego sędziego albo bo pozwany będzie miał daleko, co spowoduje trudności z dotarciem.

Premier Kaczyński zapewnia, że „w tym akurat elemencie tej reformy weryfikacji (sędziów) nie będzie, chyba żeby chodziło o jakieś ciężkie przypadki dyscyplinarne, bo one rzeczywiście występują”. Można to zrozumieć w ten sposób, że ten, kto – np. przez działalność na rzecz niezależności sądów – nie naraził się na postępowania dyscyplinarne, może spać spokojnie. Ale liderzy ruchu oporu przeciw upolitycznianiu sądów, którzy – jak np. sędzia Waldemar Żurek – dorobili się kilku czy kilkunastu spraw dyscyplinarnych, albo – jak sędziowie Igor Tuleya czy Beata Morawiec – zarzutów karnych, przestaną być sędziami. A więc władza po prostu pozbędzie się tych sędziów, którzy ją najbardziej uwierają i którzy ustanawiają standard niezłomności.

Czytaj także: Sensacja. Ikona oporu sędzia Beata Morawiec wraca do orzekania

Marginalizacja Sądu Najwyższego

Ale prawdziwą polityczną zemstę władza szykuje – sądząc po tym, co powiedział w RMF FM premier Kaczyński – sędziom Sądu Najwyższego: „generalnie rzecz biorąc, to będzie sąd niewielki, którego zadaniem będzie porządkowanie orzecznictwa” – powiedział. Nie sprecyzował, na czym miałoby polegać „porządkowanie”. Być może chodziło mu o dbanie o spójność orzecznictwa, czyli o to, żeby sądy podobnie rozumiały i stosowały przepisy. Skoro, jak powiedział premier, kasacje zostaną przeniesione do drugiej instancji sądownictwa, która – wzorem reformy prokuratury – zostanie przemianowana z „apelacyjnej” na „regionalną” (znowu: sędziów trzeba będzie do niej powołać na nowo), to znaczy, że Sąd Najwyższy w praktyce będzie się zajmował wyłącznie odpowiedziami na pytania prawne sądów. W kształcie obecnym zostanie – pewnie – tylko Izba Kontroli Nadzwyczajnej rozpatrująca skargi na decyzje KRRiT, sprawy wyborcze i skargi nadzwyczajne.

Ewa Siedlecka: Manowska ofiarą władzy i sędziów

To oznacza marginalizację Sądu Najwyższego. I pozbycie się z niego większości sędziów „starych” Izb: Cywilnej, Karnej i Pracy. Oczywiście tych sędziów, którzy byli powołani przed rządami PiS-u. Zapewne PiS zastosuje tę samą metodę, której użył, likwidując Prokuraturę Generalną: jej prokuratorów Zbigniew Ziobro posłał w większości do prokuratur rejonowych i okręgowych. Choć możliwe jest też to, że zgodzi się, żeby wcześniej przeszli w stan spoczynku i już władzy w sądach niższych szczebli nie przeszkadzali. Nie będzie podstawy do kwestionowania takiego rozwiązania, bo konstytucja (art. 180, ust. 5) mówi: „W razie zmiany ustroju sądów lub zmiany granic okręgów sądowych wolno sędziego przenosić do innego sądu lub w stan spoczynku z pozostawieniem mu pełnego uposażenia”.

Co byłoby z Izbą Dyscyplinarną SN? Tego premier Kaczyński nie wyłuszczył. Powiedział jedynie: „Trzeba opanować tę anarchię, która dziś panuje w polskich sądach, i trzeba jednocześnie zlikwidować te instytucje, które całkowicie się nie sprawdziły (…) Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego się nie sprawdziła”. A więc możliwe, że skoro już w Sądzie Najwyższym zostaną sami neosędziowie, to – zgodnie z pomysłem lansowanym przez I Prezes SN Małgorzatę Manowską – sędziów dyscyplinarnych się wylosuje.

Czytaj także: TSUE o neosędziach. „Możliwe rażące naruszenie prawa Unii”

Reforma Kaczyńskiego: ostatni cios w niezależność sądownictwa

Reforma Kaczyńskiego to nie to samo, co reforma Ziobry/Piebiaka, ale się na niej wzoruje. Ziobro nie zapowiadał takiej marginalizacji Sądu Najwyższego, ale nie ma powodu sądzić, że mu się ona nie spodoba. A czy się spodoba, zapewne będzie zależało od tego, jaką władzę w ramach tej reformy dostanie minister sprawiedliwości.

Reforma opisana przez premiera Kaczyńskiego nie ma na celu usprawnienia sądownictwa. Przeciwnie: jej skutkiem ubocznym będzie dezorganizacja, a więc dalsza przewlekłość spraw. Z takim chaosem mieliśmy do czynienia w 2013 r. w związku z tzw. reformą Gowina, z której po roku rząd PO-PSL się wycofał. Polegała na przekształceniu 79 małych sądów w filie sądów większych, a ówczesny minister sprawiedliwości Jarosław Gowin uważał, że dzięki niej będzie mógł przerzucać sędziów z sądu do sądu, żeby sądzili tam, gdzie będzie większy wpływ spraw. Reforma totalnie nie wypaliła.

Celem reformy zapowiedzianej przez premiera Kaczyńskiego jest przejęcie Sądu Najwyższego, pozbycie się niewygodnych sędziów i zastraszenie pozostałych. Miałby to być ostatni cios w niezależność sądownictwa i niezawisłość sędziowską. A także w stosowanie prawa Unii, bo złożony z neosędziów Sąd Najwyższy „porządkowałby” orzecznictwo sądów, które zechciałyby wykonywać orzeczenia TSUE.

Czytaj także: Stan wojenny. Jak PiS wyprowadza Unię z Polski